Proaktywność (nie) dla kobiet?

by

Spotkałem się z poglądami, iż proaktywność jest postawą, która (1) jest możliwa do ukształtowania i utrzymywania jedynie przez osoby najbardziej spójne, zdeterminowane i nastawione na osiągnięcie celu, czasem bez tzw. „resentymentów” oraz (2) – w związku z powyższym – proaktywność powinna być domeną męską, a dla kobiety bycie proaktywną jest mało przyjemne a czasem wręcz szkodzi, zwłaszcza w kontaktach z płcią przeciwną.

Chciałbym krótko odnieść się do tych zagadnień.

Można powiedzieć, że istotą proaktywności jest wykształcenie nawyku myślenia i wyboru. Procesu który zachodzi w nas pomiędzy odebranym z zewnątrz bądź z wewnątrz bodźcem a naszą na niego reakcją (zobacz artykuł i diagramy dotyczące proaktywności znajdujące się na tej stronie).
Zwróćmy uwagę, że ta reakcja nie jest z góry określona. Przeciwnie – reakcja ma być optymalna w danej sytuacji. I tak dla osób, które np. nie dopuszczają nikogo do słowa proaktywną reakcją może być w niektórych wypadkach milczenie i pozostawienie „przestrzeni” drugiej osobie. I odwrotnie, ci dla których „milczenie jest złotem” mogliby w tej samej sytuacji wyrazić głośno swoje zdanie. Jaka więc reakcja będzie reakcją proaktywną, będzie zależeć zarówno od okoliczności jak i od indywidualnych cech danej osoby.

Odnosząc się bezpośrednio do tezy pierwszej zgodzić się należy, że bycie proaktywnym wymaga dużego stopnia spójności wewnętrznej, odwagi i czasami wręcz determinacji. Nie oznacza to jednak bycia bezwzględnym czy niewrażliwym. Wręcz przeciwnie, proaktywną reakcją może być postawienie dobrej relacji ponad korzyściami materialnymi. Proaktywna osoba będzie z reguły np. skuteczniejszym, opierającym się na zasadach negocjatorem, niż „twardy” ale reaktywny negocjator. Bycie wrażliwym nie stoi na przeszkodzie byciu proaktywnym. Często nawet bycie proaktywnym ułatwia.

Podobnie nie wydaje mi się, że kobiety nie mogą być proaktywne. Prawdopodobnie kobiece reakcje na podobne sytuacje nie będą takie same jak męskie, ale mogą również być optymalne. I to począwszy od wyboru stroju na wieczór w teatrze, który nie musi być koniecznie „kostiumem biurowym” a skończywszy na „miękkim” prowadzeniu zespołu projektowego w firmie. Ja jako przykład niezwykle proaktywnego kobiecego zachowania podaję zachowanie swojej znajomej, która pozwoliła swoim synom przez pół dnia naprawiać zepsuty kran, mimo że – jak mówiła – sama zrobiłaby to w ciągu 15 minut.

Podsumowując ten krótki wywód: wydaje mi się, iż proaktywność jest postawą równie dobrą dla kobiet jak i mężczyzn. Natomiast może być tak, że osoba myśląca i proaktywna będzie miała trudności w kontaktach z osobami działającymi schematycznie i “bez pomyślunku”, czy to kobietami czy mężczyznami. Znajdzie natomiast “wspólny język” z proaktywnymi. Ostatecznie ciągnie swój do swego 🙂.

One Response to “Proaktywność (nie) dla kobiet?”

  1. Piotr Says:

    Cześć,
    zgadzam się z Twoją opinią na temat proaktywności, wśród/dla kobiet. Nie trzeba być najświetniejszym fachowcem, doktorkem-kujonkiem, żeby móc zarządzać najlepszą drużyną. Czasem buta trenera nie pozwala dostrzec naturalniych talentów piłkaży. “Proaktywność u kobiet?” Jest to możliwe i odnosząc się nawet do zachowań naturalnych to jest takie przysłowie: “Gdzie diabeł nie może tam babę pośle.” Natomiast obserwując zachowania środowiska robotników niestety muszę dać małą notkę krytyczną. Mają rację ci, którzy twierdzą, że trzeba być “twardym”, a dokładniej “bardzo zdeterminowanym”, gdy się prubuje’ no z taką’ wiesz, Miłością, ale tą no bardziej Ojcowską, bardziej rozumną, rozmiękczyć pychę robotników. Ja będąc na praktykach (jestem kończoncym studentem PW-IChiP) próbowałem przez dwa miesiące walczyć o porządek i uczciwe podejście do pracy z grupą 20 robotników w firmie chemicznej. Rezultat mam taki, że o ile prawie nie zmienili podejścia do pracy i pożądku to uważają mnie za fajnego kumpla. Osobiście nie miałem na myśli ich nawracania, ale nie mogłem przeboleć marnotrastwa. Choć może nie jestem szkolony, albo nie poważali mnie ze względu na bycie tylko praktykantem. Pamiętam taki film o dyrektorze więzienia (film amerykański) nowy kierownik chcąc zreformować zakład postanawia podszyć się za więźnia i przez miesiąc przebywa z tymi bandytami. Udaje mu się. Odkrywa bandy, reformuje zakład i (ja zawsze) komuś “na górze” się to nie podoba, ale odchodzi w chwale. Trzeba umieć słuchać – to może każdy, ale przy założeniu, że Ci do których za chwilę będę mówił również będą chcieli mnie słuchać. No wiesz jak to z dziećmi i czasem trzeba umieć dać i klapsa, nie?
    Pozdrawiam
    Piotrek Prześlakiewicz

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: